czwartek, 3 lutego 2011

Na pohybel i do przodu...

Pewnie też tak czasem macie...Sprecyzowane plany, realne zamierzenia, konkretne cele...I nagle wszystko robi jedno wielkie 'jebuuud' i wszystkie zamiary szlag trafia, trzeba budować na nowo...;)
No..to ja miałam właśnie taki tydzień, tydzień pod znakiem- wszystko się może zdarzyć-...
Niedziela minęła sobie dość spokojnie, bardzo rodzinnie i sympatycznie, nawet spacer z psem się udał, pies był super grzeczny i nie szukał w lesie jeleni tudzież innych dzików. Biorąc pod uwagę temperament mojego futrzaka to naprawdę był to nie lada sukces. Niestety nie ma róży bez kolców, jak się okazało pies był dość ospały na spacerze, ponieważ...Ponieważ w poniedziałek rano weterynarz stwierdził u niego zapalenie prostaty!!!!(nooo, też byłam w szoku) ale nim to nastąpiło, spędziliśmy jakieś upojne 16 godzin z psem sprawiającym wrażenie przerażonego tak, jakby walili do niego z armaty, cała noc nie przespana, wieczór przeleżany z psem na dywanie w pozycji- Co Ci zrobić byś się uspokoił- bo z psimi chorobami jesteśmy mocno na bakier, dotychczas pies był zdrów jak ryba i całe szczeniactwo nic mu nie było...Cóż psia młodość kończy się niestety bezpowrotnie, piesek osiągnął wiek dojrzały 6 lat no i się zaczęło...Od poniedziałku psie zastrzyki 2 razy dziennie, trzeba jeździć, psa trzymać i pocieszać, grunt, że już mu lepiej i przesypia noce, dni zresztą też jak na solidnego owczarza przystało;)) Psiątko jest mieszańcem ofkors, tatuś był rasowym owczarkiem pirenejskim, mamusia  jakąś burą suczką, bez papiera...;):D Oczywiście nikomu nie muszę mówić, że pies w hierarchii ważności stoi u panci na 2 miejscu, zaraz po synu pierworodnym...;):D
Pies chory, pańcia cierpi, paniuś jeździ z psem i pańcią do weterynarza praktycznie w kółko i ani nie piśnie...też cierpi..I taki cały tydzień...Stąd też koleżanki miłe- konkursowe wygrane do Was odlecą ode mnie dopiero jutro, mam nadzieję, że mi zębów za to nie wybijecie, ale poza normalnym życiem, wyskoczył ten weterynarz i całe zamieszanie z tym związane, doba ma i tylko 24godz. czyli co całe 10 za mało!:)))Strasznie mi przykro, że musicie czekać, no ale siła niestety wyższa podziałała, jutro spacyfikuję pocztę, poślę priorytetami- w poniedziałek/wtorek powinno już do Was wszystko dotrzeć.
A dzisiaj w ramach obrazkowych opowieści...

A w niej...nowe wzory i dekory, 
świeczniki- serduszka i kule- najlepsze na złą pogodę, rozświetlą szarą rzeczywistość z nimi życie nabierze blasku, stare meble świeżości...Opatrzeni mężowie przybiorą postać księcia z bajki, a Wy moje drogie odmłodniejecie o 10 lat i to bez czasochłonnych, kosztownych zabiegów!!....
Oraz...
Króliki, które się nie rozmnożą, ale poprawią humory i nastroje, 
ptaszki które nie ćwierkają, nie latają, ale stoją sobie w jednym miejscu w przeciwieństwie do naszych pociech, które nie dość że głowę zawracają, to jeszcze wszędzie ich pełno...;)))

Hmmmm....te świeczniki, ptaszki i króliki - obiadu za nas nie ugotują, ale wiecie co, po prostu są fajne i dziękuję wszystkim którzy dotrwali do końca tego posta...:))Serdecznie pozdrawiam!!!

Edit:
A to mój piesek:))Zwie się Baster, lubi się czesać...czasami;)

22 komentarze:

  1. Współczuję, chore psiaczki są takie biedne i bezbronne... Trzymam kciuki, żeby wszystko się ułożyło, a psinka wróciła szybko do formy. A i pańcia będzie wtedy spokojniejsza, no nie? A w domu jaki spokój zapanuje... ;-) Trzymajcie się ciepło wszyscy :-) Pozdrawiam serdecznie :-)
    PS. Ptaszorki śliczne, muszę to z panem mężem przedyskutować...

    OdpowiedzUsuń
  2. I ja pozdrawiam, psinę obolałą za uchem wirtualnie drapiąc. Nocy zarwanej nie zazdroszczę, z psem czy dzieckiem małym zawsze podwójnie boli, bo toto nie powie co mu jest. Wiosenna dostawa cudna, optymistyczna bardzo w swej kwiecistości. Cmok!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dobrze, że piesio zdrowieje, to i Wy humory lepsze mieć będziecie;)) Wiadomo, członek rodziny choruje, a że wielorasowy? znaczenia nie ma, najważniejsze, że kochany jest.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. dobrze, że już piesio zdrowieje, a wytwory prześliczne! pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  5. O Lejdik bardzo mi miło, że tak myślisz, bo zawsze pisałaś, że wolisz moje obrazy niż decou więc żyłam w przeświadczeniu, że kiepskie jest nieco :) A co do obrazów to nie mam ich gdzie już wieszać. Mam co prawda pomysł na malowanie w innym stylu, ale muszę najpierw wykończyć ten remont, bo on chyba wykończy pierwszy mnie. Ja również Cie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Pies moich rodziców (też 6-letni) zaczął teraz chorować, ale na stawy - żal patrzeć, tak się męczy - zastrzyki, rehabilitantka (!), może coś to da. A sklepik - dotrwałam do końca posta :) ładne ptaszki uhm :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobrze, że psiak już zdrowieje. Wiem jak to jest. Naszego psa, a raczej psa mojego taty ktoś otruł 2 lata temu. Dostał od weterynarza mnóstwo zastrzyków, a i tak nie mieliśmy pewności czy przeżyje. Ale na szczęście wyzdrowiał :) Choć do tej pory nie może jeść wszystkiego.

    OdpowiedzUsuń
  8. Biedna psina:( Dobrze, że już mu lepiej!

    OdpowiedzUsuń
  9. No tak to jest jak pies chory to cały dom do góry nogami! Ja to tak miałam kiedyś - że mojemu psu drzazga do pyska się wbiła i ślina leciała - bo bidula w taki sposób chciała się jej pozbyć. A ja już myślałam że pies dostał wścieklizny i w niedziele z nad wody pędziliśmy do weterynarza!! Jaja!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj, biedny piesio:( Ja jak ja, ale powiedz mu, że mój kot go pozdrawia (!)
    Fajne te Twoje małe ptaszki. Takie... prezentowe:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Biedaczysko!!
    Lejdiczku trzymaj się!!!
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  12. po pierwsze! bo się zbulwersowałam... wypraszam sobie jakiekolwiek insynuacje jakobym krzywdziła listonosza! hmmm chociaż jak się dobrze zastanowić... zwykle avizo dostawałam do ręki, a ostatnio już tylko w skrzynce leży... mam się martwić?!

    biedny psiak... wygłaskaj go ode mnie.

    jaka ja głupia jestem! to przez te egzaminy, mówię Ci! jak to możliwe, że ja nie skumałam, że Ty o tych ptaszkach pisałaś... to są najpiękniejsze ptaszorki na świecie!

    buziak!

    OdpowiedzUsuń
  13. Serdecznie Wam dziękuję za tak liczne słowa otuchy dla mojego pieska!!!Ja nie wiem, czy Wy go w ogóle znacie, więc jeszcze dokładam zdjęcie Bastera:))
    ps. Zainspirowana, no... nie do końca o tych ptaszkach mówiłam, ale ...;):D
    ps2- zdałaś już wszystko>>>Bo ja trzymam kciuki!!:))
    Pozdrowienia gorące dla wszystkich!!!

    OdpowiedzUsuń
  14. Proszę Bastera poczuchrać za uchem. Niech chłopak prędziuchno wraca do zdrówka i wywoła tymże uśmiech na twarzy swojej pańci :)
    Joasiu a Tobie wytrwałości i spokoju, dacie radę!

    pozdrawiam
    Ivonn

    OdpowiedzUsuń
  15. Biedactwo! Współczuje Psiakowi, bo nawet ie wynarzekać nie może, pokazać, co boli, ani zwyczajnie zakląć nawet, czego by sobie Pan Psa nie odmówił w podobnie irytującym położeniu. I Pani/Panu również zmartwienia , a i niestety z pewnością wydatku, bo chociaż miłość ślepa jest , nawet i taka psia, to dobrze wiem, jak się mają ceny leczenia zwierzaczków do prywatnych wizyt Człowieków.
    Pozdrawiam wszystkich współcierpiących i życzę szybkiej poprawy.

    OdpowiedzUsuń
  16. TAk myślałam,że cos się musiało wydarzyć, a to przecież ważne! Czekam cierpliwie na podkładki.Pa Cela

    OdpowiedzUsuń
  17. Biedne psisko, zawsze jak cierpią zwierzęta albo dzieci to trudno to zrozumieć

    OdpowiedzUsuń
  18. tak, wiem o czym mówisz, bo miałam straszne przezycie z wiązane z naszą kotką-staruszką ( 16,5 lat)....nie umiem sie pozbierac do tej pory. Baster wygląda na niezłego ,,chuligana,,.A Twoje posty są wciąz zbyt krótkie dla mnie :):):)

    OdpowiedzUsuń
  19. No to męska choroba gościa trafiła. Życzonka "wyprostowania".

    OdpowiedzUsuń
  20. O w buzię jeża! Cóz to się biednemu włochatemu przytrafiło? No współczuję bardzo piesiowi i Pańci, bo ja wiem jak to jest jak futro czołowe miejsce w sercu Pańci zajmuje:):) Kochana, koniecznie jakiś "update" zamieść w kwestii zapalenia psiej prostaty. I drapanko za uszkiem...
    Ściskam

    OdpowiedzUsuń
  21. Oj biedna Ty.Mam nadzieję że już wszystko o.k.

    OdpowiedzUsuń