poniedziałek, 28 grudnia 2009

Czerwono mi....


Od czasu Wielkiego Remontu (WR) jaki miał miejsce w moim domu i po którym nastąpiły radykalne zmiany w kolorystyce moich wnętrz, otóż od tego czasu jakiejś totalnej głupawki dostałam i zakręciłam się na czerwony. W sklepie widzę tylko czerwone ciuchy, w warzywniaku najchętniej kupowałabym kilogramy żurawiny, a jadąc samochodem dostrzegam tylko li wyłącznie czerwone znaki zakazu;)) Dzisiaj byłam w Ikei, ten poświąteczno- przednoworoczny czas nie nastraja mnie w ogóle do jakichkolwiek działań na żadnym polu, popadłam w stan błogiego zimowego lenistwa i sobie w nim tkwię. Do Ikei pojechałam z zamiarem zanabycia ..czegoś, bliżej nie określonego, chyba mnie rozumiecie, że czasami człowiek musi..inaczej się udusi...;))
W temacie czerwonym Ikea rozczarowała mnie totalnie;/ Udało mi się tylko kupić czerwone pudełka tekturowe, chociaż miałam wielką ochotę na krwistoczerwoną lampkę. Lampka okazała się być tandeciarską szmirą, chociaż w katalogu wyglądała całkiem interesująco. W ogóle cała Ikea świeciła dzisiaj pustkami i widać było, że towar ze sklepu wymiotło, chyba personel przygotowuje się już do remanentu, inaczej tej towarowej pustki wytłumaczyć sobie nie potrafię.
Zakupy spaliły na panewce, ale i tak było miło co widać na załączonym zdjęciu.
ps. Kto zgadnie jakie to miasto w którym Ikea jest kiepsko zaopatrzona, a mim łazi z czerwonym!!piórkiem?:>

środa, 23 grudnia 2009

Wesołych Świąt...


sobota, 19 grudnia 2009

Stroikowo i przedświątecznie...




Jako, że ostatnio "wypsło" mi się o stroikach, to i dzisiaj są. Może nie w całej krasie i okazałości, bo na żywo są jeszcze ładniejsze ( a ja bardziej skromna;)) Ale słowo się rzekło- pokazuję (czytaj- chwalę się...;))
Zima zagościła już na dobre, ptaszątka ogródkowe domagają się świeżej słoniny, pies- jak to pies typu futrzak, najchętniej spędzałby całą dobę na polu (reszta świata czyta 'dworze'), a ja ...o tempora o mores na ten 20 stopniowy mróz zabrałam się za mycie okna ...jednego co mi zostało na dobitkę w łazience. Płyn do szyb miałam z alkoholem, wypasiony taki...całe 8 zl kosztował, więc nie wiem czemu myślałam, że tego alkoholu to spokojnie jest na tyle aby płyn nie zamarzał na szybie. Myliłam się, po pierwszym 'fuk' płyn dosłownie ścięło w momencie i może okno mam ciut brudnawe, ale za to jakie wzorzyste!!!:D:D No cud, mniód, malYna, a ja nie jestem blondynką;):D
Póki co czekam więc na odwilż z utęsknieniem, inaczej pozostanę z tą wątpliwą dekoracją na święta, ale nic to- przeżyje się.
Życzeń świątecznych jeszcze nie składam, planuję zjawić się tu w odpowiednim czasie i stroju...i wtedy pożyczyć.
Póki co pozostawiam pozdrowienia, cóż w odróżnieniu od innych przygotowywuję świąteczne przyjątko dla 8 osób;)))


poniedziałek, 14 grudnia 2009

Jest cudnie...???



Uprzejmie donoszę, że Mikołaja w tym roku u mnie nie było, całkiem nie wiem z jakiego powodu ten miły staruszek zapomniał o mnie całkowicie. Zamiast prezentów miałam jednak niespodzianki...
Niespodzianka nr1 moje osobiste, jedyne wyrośnięte dziecko już 3 tydzień przebywa w domu z powodu choroby. Tydzień 1 choroby młody człowiek był leczony domowymi sposobami, witaminki, syropki, etc...wydawało się, że jest dobrze. W poniedziałek poszedł więc do szkoły i ...się zaczęło... W przeciągu minionego tygodnia odwiedziłam kilka gabinetów lekarskich, wydałam kilka grubszych banknotów...Obecnie czekam na efekty leczenia. temperatura spadła, kaszel pozostał, siedzi więc w domu to moje dziecko i całe szczęście- nie marudzi!:))
A niespodzianka nr2 to...hmm, miedzy myciem okien, a innymi pracami przedświątecznymi dłubię sobie skrzyneczki i właściwie jest mi dobrze, mam teraz więcej czasu...bo sytuacja ekonomiczna...bo ble, ble, ble...
No, ale nie tracę nadziei, gdyż to praca jest dla ludzi, a nie na odwrót.
Z pozdrowieniami

czwartek, 3 grudnia 2009

Krzesła z gwiazdą*



A gwiazda bynajmniej nie jest betlejemska...;)
O tej porze roku powinnam była raczej zająć się bombkami i innymi ozdóbkami uprzyjemniającymi świąteczne dni, ale ostatnio tak pochłonęły mnie krzesła, że na nic innego nie mam czasu:)
A przepraszam, przypomniałam sobie, że jestem jeszcze w trakcie tworzenia stroików...jak mogłam zapomnieć;/ Stroiki spędzają mi sen z powiek, ponieważ o florystyce nie mam najmniejszego pojęcia, no ale jakieś tam powstają, ale pokażę je w kolejnym poście. Dzisiaj idziemy do kina....na biało czarny film...

sobota, 28 listopada 2009

15 lat mineło...


15 lat temu o godzinie 14.53 pojawił się na świecie mały człowieczek. Człowieczkowi w ogóle się nie spieszyło do wyjścia z brzucha mamusi. Leniwie się przewracał z boku na bok, sprawiając każdym swoim ruchem taaakie bóle, których się nie zapomina nigdy;)) I tak się kręcił przez jakieś 16 godzin, które człowieczkowej mamie zdawały się być wiecznością.
W końcu wyszedł, spojrzał na świat i na mamę z minką niewinną z błyskiem w oku, który zdawał się mówić " no dobra, jestem już"i...wziął i nie zapłakał nawet, rozglądał się tylko z ciekawością po tym nowym otaczającym go świecie. Dzisiaj mija 15 lat od tego zdarzenia, człowieczkowa mama co roku o tej porze odczuwa jakieś bóle w okolicy krzyża, zapewne fantomowe, takie wrażenie zrobiło na niej przyjście na świat tej małej fasolki:))
Na zdjęciach widać jak mała fasolka wyrosła już na całkiem duży groszek który ukochał sobie muzykę nade wszystko:)

poniedziałek, 23 listopada 2009

Krzesła i ja...





Rok 2004- wtedy powstało pierwsze krzesło które zdobiłam. Wtedy mnie cieszyły słodkie róże i delikatne przecierki, jeśli kto ciekawy na tym swoim pierwszym krześle siedzę do dzisiaj przy komputerze i nie wiem czy to sentyment, czy po prostu naprawdę jest takie wygodne i dobrze na razem.

Rok 2005- wielka akcja Gazety Wyborczej pn „Krzesła do nauki”- zgłosiłam się, a jakże z propozycją zdekupażowania krzesła…swoją ofertę przesłałam mailem, właściwie żałuję że nie widziałam miny Pani redaktor która maila ode mnie odebrała, ale z tonu jej wypowiedzi, już kiedy rozmawiałyśmy telefonicznie można było wywnioskować, że słowo „decoupage” jest jej całkowicie obce. Na serwerach GW do dzisiaj można znaleźć notatkę wraz ze zdjęciem autorki krzesła, nie wiedziałam nawet że wciąż tam ( i ja i krzesło)jesteśmy, ale oto link, faktycznie to ja, ściana w pokoju, która już dawno nie jest taka jak widać i w. w krzesło!

http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,35063,2841261.html

Tyle historia, a dzisiaj….

Robiąc pierwsze krzesło na aukcję dobroczynną dla lokalnego hospicjum nie wiedziałam jeszcze jak wykonam i czy w ogóle powstaną kolejne. Krzesło w żonkile bardzo się spodobało, po nim powstało krzesło w róże, a po nich…a po nich pewien poczytny miesięcznik, który zalegał u mojej koleżanki, a papier na którym zostaje wydawany bardzo mi się spodobał, otóż i ten miesięcznik znalazł swoje miejsce na kubełku ze sklejki którym dysponowałam.

Wczoraj, czyli 22.XI.2009 miałam przyjemność uczestniczenia w Jarmarku Rzeczy Ładnych w Chorzowie. Tam również prezentowałam swoje krzesła i tam również rozmawiałam z jakąś miłą panią z lokalnej gazety. Zarówno ona, jak i kilka innych, nie znanych mi osób, pytało- skąd czerpię inspirację i pomysły na krzesła. Hmm, w ogóle nie potrafię odpowiedzieć na tak zadane pytanie. Chyba każdy to otarł się o jakiekolwiek prace rękodzielnicze miałby trudność z odpowiedzią. Bo pomysły pochodzą z głowy…. A inspiracją w przypadku gazety był kolor, intensywnie czerwony, w przypadku krzeseł z ikonami X muzy…hmm- Andy Warhol i jego twórczość??? Nie wiem, wiem tylko, że obecnie na krzesłach które zdobię lakier końcowy nakładany jest w profesjonalnej lakierni meblowej. Te 10 warstw poliuretanu na krzesło dla GW mnie wykończyło;):D: D

A tak serio, myślę, że fachowe wylakierowanie krzeseł sprawia, że mogę dać dożywotnią gwarancję na trwałość zdobień które na nich wykonuję.

Z pozdrowieniami