Od czasu Wielkiego Remontu (WR) jaki miał miejsce w moim domu i po którym nastąpiły radykalne zmiany w kolorystyce moich wnętrz, otóż od tego czasu jakiejś totalnej głupawki dostałam i zakręciłam się na czerwony. W sklepie widzę tylko czerwone ciuchy, w warzywniaku najchętniej kupowałabym kilogramy żurawiny, a jadąc samochodem dostrzegam tylko li wyłącznie czerwone znaki zakazu;)) Dzisiaj byłam w Ikei, ten poświąteczno- przednoworoczny czas nie nastraja mnie w ogóle do jakichkolwiek działań na żadnym polu, popadłam w stan błogiego zimowego lenistwa i sobie w nim tkwię. Do Ikei pojechałam z zamiarem zanabycia ..czegoś, bliżej nie określonego, chyba mnie rozumiecie, że czasami człowiek musi..inaczej się udusi...;))
W temacie czerwonym Ikea rozczarowała mnie totalnie;/ Udało mi się tylko kupić czerwone pudełka tekturowe, chociaż miałam wielką ochotę na krwistoczerwoną lampkę. Lampka okazała się być tandeciarską szmirą, chociaż w katalogu wyglądała całkiem interesująco. W ogóle cała Ikea świeciła dzisiaj pustkami i widać było, że towar ze sklepu wymiotło, chyba personel przygotowuje się już do remanentu, inaczej tej towarowej pustki wytłumaczyć sobie nie potrafię.
Zakupy spaliły na panewce, ale i tak było miło co widać na załączonym zdjęciu.
ps. Kto zgadnie jakie to miasto w którym Ikea jest kiepsko zaopatrzona, a mim łazi z czerwonym!!piórkiem?:>












